poniedziałek, 16 maja 2016

XIII



-A tak jasne, już. No więc – wyciągnął dużą kartkę z koperty, rozłożył ją i zaczął czytać, lecz jego mina nie zdradzała niczego – o ja pierdole….
-Misiek do cholery, powiedz, co tam jest – jęknęłam załamana. Zarówno moja jak i Zbyszka mina nie były zbyt pozytywne. Po chwili Misiek wyciągnął telefon z kieszeni i zrobił nam zdjęcie. Sekundę po tym zaczął się śmiać niemal leżąc na podłodze.
-Żałujcie, że nie mogliście się zobaczyć – śmiał się w najlepsze – ale na szczęście zrobiłem wam zdjęcie Bartmany.
-Misiek, Ty idioto! – skoczył do niego Zbyszek i zaczęli się bić ze śmiechem,
-Czyli nie będę najlepszą ciocią na świecie? – zasmuciłam się na chwilę a po chwili również wybuchnęłam śmiechem.
-Trzeba to oblać! – Misiek krzyknął jakby go olśniło.
-Co będziecie oblewać? – usłyszeliśmy głos Melki z korytarza. Pobiegłam i przywitałam się z przyjaciółką.
-Tego, że ja nie będę ciocią a Zibi tatusiem – zaśmiałam się i wskoczyłam Zibiemu na ręce po czym mocno go pocałowałam.
-Dobra, to my jedziemy do sklepu po alko i jedzenie a wy tu ogarnijcie – Zbyszek wziął mnie za rękę i poszliśmy się przebrać. Ubrałam się ipoprawiłam makijaż i poszłam po Zbyszka. Kiedy spojrzałam na niego zaczęłam się śmiać. Byliśmy ubrani niemal identycznie. 
-No, no masz gust mała – zaśmiał się i mnie pocałował. Zeszliśmy na dół, gdzie na nasz widok Mela i Misiek zaczęli się śmiać.
-Jesteście parą czy rodzeństwem? – zaczął się z nas nabijać Misiek. Wystawiłam mu jedynie środkowego palca.
-wrócimy za jakieś dwie godzinki, może trzy – krzyknął Zibi po czym wyszliśmy. Wsiedliśmy do jego Audi i pojechaliśmy do galerii.
-Misiu, pójdziemy na ubrania? – uśmiechnęłam się słodko – mam ochotę sobie kupić nowego Korsa – dałam mu buziaka.
-Długo Ci to zajmie? – popatrzył na mnie z przymrużonymi oczami.
-Pare minutek – uśmiechnęłam się słodko. – No chodź, odwdzięczę się w domu – pociągnęłam go za rękę w kierunku ulubionego sklepu.
Wybranie tej idealnej zajęło mi kilkanaście minut. 
Zadowolona z siebie zapłaciłam za torebeczkę i uśmiechnięta podeszłam do Zibiego.
-Patrz – pokazałam palcem – tamta będzie moją następną. – uśmiechnęłam się i wyszliśmy ze sklepu. Zbyszek kupił sobie nową torbę na treningi a ja buty do biegania. Chłopak poszedł zanieść nasze zakupy do samochodu a ja weszłam do Tesco. Wrzuciłam do wózka mnóstwo chipsów, wódki, napojów. Byłam już po całych zakupach a Zbyszek dopiero do mnie dołączył.
-Gdzieś Ty tyle był ? – jęknęłam ledwo pchając wózek z zakupami. Chłopak od razu go przejął i ruszyliśmy do kasy.
-Spotkałem znajomego i się zagadaliśmy. – uśmiechnął się. Po zapłaceniu sporej kwoty za ogromne zakupy na dzisiejszy wieczór zapakowaliśmy je w wózek i zjechaliśmy na parking. Zbyszek wszystko przepakował i wróciliśmy do centrum.
-idziemy coś jeszcze kupować? – spojrzałam na Zbyszka a on przytaknął. – A co?
-Mój tato ma w niedzielę urodziny, musimy kupić mu prezent, bo zaprosili nas na obiad – uśmiechnął się i pociągnął mnie do Empiku. Wybrał jakąś książkę, którą ponoć jego ojciec już od dawna chciał kupić. Dokupiliśmy jeszcze jakiąś dobrą whisky i ruszyliśmy spowrotem do samochodu. Usiadłam na siedzeniu pasażera, ale Zbyszek nadal nie ruszył z parkingu.
-No na co jeszcze czekamy? – jęknęłam – głodna jestem.
-Mam coś dla Ciebie – uśmiechnął się tak, jak jedynie on potrafił.
-Przestań, za dużo mi kupujesz prezentów – przewróciłam oczami a po chwili na moich kolanach znalazła się ogromna papierowa torba z logo MK.
-Zbyszek, jesteś niepoważny. Idź to zwróć – podałam mu torbę.
-Nie wygłupiaj się Misia, to ta, co Ci się tak bardzo podobała – uśmiechnął się i dał mi buziaka.
-To sama idę ją oddać. – wysiadłam z samochodu i wkurzona poszłam do sklepu. Oczywiście skończyło się to niepowodzeniem bo szanowny Pan Bartman nie dał mi paragonu, a bez tego ani rusz. Zdenerwowana wróciłam do samochodu i nie odzywając się ani słowem ruszyliśmy w stronę domu. W połowie drogi Zbyszek zatrzymał się na poboczu i siadł bokiem do mnie.
-Mała, nie gniewaj się, wiesz, że dla Ciebie mógłbym cały ten sklep wykupić.
-Yhym – mruknęłam.
-Chciałem Ci jakoś wynagrodzić ten czas niepewności, kiedy czekaliśmy na wyniki badania. – pogłaskał mnie po policzku.
-Mogłeś zrobić to w mniej kosztowny sposób. – delikatnie się uśmiechnęłam.
-Ale nie chciałem. – dał mi buziaka.
-Dziękuję – przedłużyłam pocałunek – jesteś kochany, ale nie możesz mnie tak rozpieszczać.
-Ale będę – pocałował mnie – jesteś najważniejsza. – uśmiechnął się a ja rozpływałam się pod jego spojrzeniem.
-A Ty wspaniały – pocałowałam go – jedźmy do domu a w nocy Ci się odwdzięczę – uśmiechnęłam się zadziornie. Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać. Po chwili jechaliśmy już w stronę domu.
-mam nadzieję, że się bez nas nie nudzili i ogarnęli jakoś dom. – zaśmiałam się. Weszliśmy z zakupami.
-Zamów pizzę a ja pójdę ich poszukać – uśmiechnęłam się i poszłam do góry. Bez pukania weszłam do pokoju Miśka a to co tam zastałam wprawiło mnie w osłupienie.
-o kurwa – powiedziałam pod nosem i poszłam do Zbyszka. – chodź, musisz coś zobaczyć – zaśmiałam się cicho. Wróciliśmy na górę i uchyliliśmy drzwi.
-No ładnie się bez nas bawili – zaśmiał się cicho. Po chwili zrobił im zdjęcie. Poszłam w jego ślady.
-Będę miała go czym szantażować – zaśmiałam się cicho. – weź ich jakoś obudź. – powiedziałam do Zbyszka z uśmiechem na co on jedynie się wyszczerzył.
-Kubiak, palancie, trening! Jesteś spóźniony! – krzyknął na cały dom.
-O kurwa zapomniałem! – obudzony Misiek zerwał się z łóżka i stanął przed nami nagi, jak go Pan Bóg stworzył. Wraz z Bartmanem nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Po chwili również i Melka podniosła się z łóżka nie wiedząc co się dzieje i zapiszczała.
-Widzisz, mówiłam Ci idioto, że oni zaraz wrócą. – krzyknęła na Miśka, który zasłaniał się kocem. – koniec z seksem Ty niewyżyty dziku! – wykrzyknęła a my zwijaliśmy się ze śmiechu.
-To może my już pójdziemy, widzimy się zaraz na dole – puściłam im buziaczka i razem z uśmiechniętym Zbyszkiem wyszłam z pokoju.
-Co jak co, ale mój brat nie wygląda najgorzej nie? – zaśmiałam się.
-No Twoja przyjaciółka też ma warunki – wyszczerzył się Bartman za co dostał ode mnie w brzuch.

-Koniec z seksem Ty niewyżyty batmanie! – krzyknęłam i uciekłam na dół ze śmiechem. 


~*~

dziękuję za tyle wspaniałych komentarzy!
wracam na stałe. posty będą regularnie dodawane, 
myślę, że raz w tygodniu lub częściej jeśli licznik wyświetleń i komentarzy będzie rósł :)
buziaki!

wtorek, 10 maja 2016

XII

-W czym kurwa jesteś? – wrzeszczę i spadam z pleców Zbyszka a mój tyłek dość mocno wbija się w brązowe panele.
-W czym jesteś? – powtórzył Bartman.
-No w ciąży kochanie, będziemy mieli dzidziusia – uśmiechnęła się szyderczo.
-Chyba Cię pojebało – zaczął się śmiać.
-Ostatni raz uprawialiśmy seks dokładnie 4 miesiące temu, jeszcze przed przyjazdem Twojej nowej panienki – spojrzała na mnie – a ja jestem w czwartym miesiącu ciaży.
-Ja pierdole – syknęłam i pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i od razu wzięłam papierosy z szafki. Od razu wyszłam na balkon i zapaliłam jednego, lecz, gdy nie przyniósł on ulgi sięgnęłam po dwa kolejne. Kilka minut później położyłam się do łóżka i zasnęłam.


*z perspektywy Zbyszka(chyba pierwszy raz:O)

-Po co tutaj przyszłaś? Kasy chcesz ? – popatrzyłem na nią jak na idiotkę.
-No wiesz, utrzymanie dziecka kosztuje kochanie – uśmiechnęła się tak, że miałem ochotę jej coś zrobić.
-Zaraz Ci przeleje 5 tysięcy i masz się tu więcej nie pojawiać – syknąłem na nią.
-Myślę, że na ten miesiąc mi wystarczy – puściła buziaka i wyszła.
-Ja pierdole – krzyknąłem. – Misiek czy Ty w to wierzysz?
-Jeszcze nie, nie pasujesz mi na ojca – poklepał mnie po plecach – a ona na matkę.
-Kurwa, jeszcze Lilka.. – jęknąłem i pobiegłem na górę. Chciałem otworzyć drzwi, lecz były zamknięte.
-Daj jej trochę czasu. Nie codziennie dowiaduje się, że jej facet ma dziecko z inną – zawołał Misiek z dołu. Po chwili siedzieliśmy już w salonie z puszkami piwa i rozmawialiśmy o tym, co się dziś wydarzyło.
-Ty, a może to nie Twoje dziecko, przecież widać po niej, że jest puszczalska – nagle powiedział Michał.
-No, zrobię testy jak się urodzi. – jęknąłem.
-A nie można teraz? – spytał Misiek patrząc na mnie z nadzieją.
-Ty no czekaj – wyciągnąłem telefon – zadzwonię do Agi Jaroszowej, ona jest ginekologiem.- wystukałem szybko numer na ekranie i wykonałem telefon. Podniósł mnie on niespodziewanie na duchu.
-Kurwa, Misiek, można. – przytuliłem przyjaciela – czyli jest szansa! Zaraz dzwonie do Pauliny.
-Tylko jej nie powiedz o co chodzi. Umow się ze po nią przyjedziesz i gdzieś pojedziecie.
-Dzięki, stary! – poszedłem do swojego pokoju i zadzwoniłem do swojej byłej. Umówiliśmy się na jutro a ja od razu zadzwoniłem do Agi, by potwierdzić, że będziemy. Niezwykle uradowany wyszedłem z pokoju i zapukałem do drzwi Lilki.

*

usłyszałam delikatne pukanie do drzwi, więc niechętnie wstałam z łóżka i otworzyłam drzwi. Już po chwili widziałam tam Zbyszka, który od razu wszedł i zamknął je za sobą. Momentalnie znalazł się przy mnie i objął mnie swoimi ogromnymi ramionami.
-Zbyszek, boję się. – spojrzałam mu w oczy – co będzie, jeśli okaże się, że to Twoje dziecko? Wrócisz do niej? – szepnęłam a łzy mimowolnie wypłynęły z moich oczu.
-Maleńka, niegdy Cię nie zostawię, nie będę z nią – przytulił mnie jeszcze mocniej.
-I co teraz?
-Jutro, jadę z nią do Agi Jarosz, ona jest ginekologiem. – otarł łzy z moich policzków – dzwoniłem do niej i jutro zrobimy test na ojcostwo. Muszę Paulinę do niej zawieźć.
-Naprawdę? – popatrzyłam na niego i mocno się przytuliłam.
-Naprawdę, skarbie – pocałował mnie w czoło. – za tydzień będzie wszystko jasne. A teraz proszę się uśmiechnąć – puścił mi oczko i sam się uśmiechnął.
-Zostaniesz dziś ze mną na noc? – spojrzałam na niego.
-Jasne, że tak. Leć pod prysznic a ja zrobię kolację i jestem spowrotem. – uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Po chwili byłam już pod prysznicem. Pozwoliło mi się to lekko odprężyć i wyluzować. Ubrałam bokserki i za dużą koszulkę i udałam się do sypialni. Weszłam pod kołdrę a po chwili w pokoju pojawił się Zbyszek. Zjedliśmy kolację i ułożyliśmy się wygodnie w łóżku.
-Zibi, a czy Ty chcesz mieć kiedyś dzieci? – spytałam z lekkim uśmiechem.
-A co to za pytanie ? – zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku.
-No normalne. – uśmiechnęłam się – powiedz.
-Wiadomo, że w przyszłości chcę mieć syna, który będzie siatkarzem. I córeczkę, której będę kupował lalki i odganiał od niej chłopaków – uśmiechnął się. – a co? Chcesz mi powiedzieć, że tu ktoś jest? – zaśmiał się i przyłożył rękę do mojego płaskiego brzucha.
-Czy Ty aby nie sugerujesz, że ja jestem gruba? – popatrzyłam na niego z udawaną złością.
-Nawet gdybyś była, to bym Cię kochał najmocniej na świecie – wystawił mi język.
-Ochh Bartman Ty romantyku. – zaśmiałam się – idę spać, jestem padnięta. – ułożyłam się przy jego boku i wtuliłam twarz w jego nagi tors. Od razu poczułam jego rękę obejmującą mnie.
-Dobranoc mała – pocałował mnie w czoło a ja już po chwili zmęczona wydarzeniami tego dnia odpłynęłam.

Kiedy się obudziłam, już go nie było. Na jego miejscu leżała tylko mała karteczka, na której wyjaśniał, że pojechał po Paulinę i są w drodze do Kędzierzyna, gdzie swój gabinet ma Aga. Godzinę później wraz z bratem zebrałam się na trening. Porozciągałam chłopaków a w wolnym czasie napisałam wszystko, co się wczoraj wydarzyło Meli, która aktualnie przebywała u rodziców, gdyż jej mama jest chora. Dziewczyna nie mogła w to wszystko uwierzyć, ale pisała też, że trzyma kciuki aby wszystko było po naszej myśli.

Kiedy wróciliśmy do domu Zbyszka jeszcze nie było. Zrobiłam pożywny obiad dla chłopaków oraz sałatkę dla siebie. Kilka minut po 15 usłyszałam jak podjechał Zbyszka samochód. Od razu zbiegłam na dół by zapytać co i jak.
-Mała, za tydzień o tej porze wszystko będzie jasne. – uśmiechnął się delikatnie i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni nałożyć mu jedzenia. Opowiedział, że Paula jak tylko dowiedziała się, gdzie jadą to chciała wyskoczyć z auta. Może to dobry znak? Znak, że wcale nie jest ze Zbyszkiem w ciązy.

Ten tydzień niesamowicie się wlókł. Dni ciągnęły się, godziny wydawałoby się, że miały więcej niż sześćdziesiąt minut. Nadszedł w końcu dzień, kiedy kurier przyniósł wyniki badania DNA. Wraz ze Zbyszkiem siedzieliśmy na kanapie w salonie i nie mogliśmy się przemóc by otworzyć leżącą przed nami kopertę z wyrokiem. Wyrokiem dla Zbyszka, który może zostać ojcem. W końcu w domu pojawił się Misiek, którego poprosiliśmy o przeczytanie papierów. Zadowolony ze swojej ważnej roli wziął kopertę do ręki i z największym namaszczeniem zaczął ją otwierać. To czekanie było dla nas jak wieczność. Już nie mogłam dłużej wytrzymać.
-Dobra otwieram – powiedział mój brat.
-Błagam, żebyś Zbyniu nie zdał tego testu – jęknęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Cii Lilcia, musi być dobrze – pocałował mnie w czoło. – Misiek, możesz?

-A tak jasne, już. No więc – wyciągnął dużą kartkę z koperty, rozłożył ją i zaczął czytać, lecz jego mina nie zdradzała niczego – o ja pierdole….

~*~
dzisiejsza zdana matura ustna z języka polskiego natchnęła mnie do tego, by coś dla Was napisać.
20 komentarzy = nowy rozdział :*
Kochani, jeśli wszystko pójdzie dobrze, dzisiaj (późnym) wieczorem możecie się spodziewać nowego rozdziału! :*

wtorek, 3 maja 2016

WAŻNE INFO :*

Kochane! już jutro zaczynam matury, więc niedługo skończy się moja nieobecność na tym blogu :) mam nadzieję, że cieszycie się tak bardzo, jak ja. już dzisiaj miałam ochotę "olać" naukę i coś dla Was naskrobać, ale mam nadzieję, że nie opuścicie mnie i jeszcze trochę poczekacie :) 
Ale to trochę nie potrwa długo, obiecuję :)
moja ostatnia matura odbędzie się 13 maja, czyli w następny piątek. 
Rozdziału możecie się spodziewać już tego dnia(chyba, że pójdę w melanż) :D 
obiecuję, że jeśli nie w piątek, to w sobotę lub niedzielę dodam świeżutki i pełen emocji rozdział :)
cieszę się, że licznik wyświetleń wciąż rośnie i rośnie i każdego dnia ktoś z Was tutaj zagląda :)
trzymajcie kciuki :* 
do napisania :)


PS. mam nadzieję, że z pisaniem rozprawki poradzę sobie tak dobrze, jak z pisaniem rodziałów dla Was ;) 

niedziela, 27 marca 2016

XI

Budzę się w sterylnie białym pomieszczeniu a w ręce czuję wbitą igłę. Niesamowicie boli mnie całe ciało i ledwo mam siłę się ruszyć. Na nogach czuję ciężar głowy Zbyszka, który siedząc na krześle, śpi. Wspomnienia wczorajszego wieczora uderzają z zadziwiającą siłą. Po policzkach ciekną mi łzy a szloch budzi Zbyszka. Jeśli ten idiota mnie zgwałcił to pożałuje tego.
-hej, maleńka. Nie płacz. – momentalnie czuję na sobie uścisk Zbyszka.
-Zbyszek… Czy on..? – wybucham kolejną falą płaczu.
-Nie, nic ci nie zrobił. – głaszcze mnie po głowie. – na szczęście Wojtaszek was zauważył i do niczego nie doszło. – tuli mnie mocno do siebie.
-To, to było okropne… - szepczę.
-Cii, już nic nie mów. Pójdę po lekarza. – daje mi buziaka w czoło i wychodzi. Ocieram mokre policzki i obejmuję kolana rękoma. Po chwili do Sali wchodzi dość młody lekarz a za nim Zbyszek i Michał. Brat jak tylko mnie zobaczył, od razu podbiegł do łóżka i mnie uściskał.
-Pani Liliano, nazywam się Bartłomiej Czerwonka i jestem pani lekarze prowadzącym. Jak się pani czuje? – dokładnie lustruje mnie wzrokiem i zerka w papiery, które ze sobą przyniósł.
-Na szczęście już lepiej. Zbyszek powiedział, że Malinowski nic mi nie zrobił.
-Ma pani rację, jednak została pani dość mocno uderzona. – patrzy na mnie – a czy przed tym wypadkiem czuła się pani źle? Kiedy ostatnio robiła pani badania kontrolne? – patrzy na mnie dość podejrzliwie.
-Niedawno wróciłam ze Stanów. A badania? Dość dawno. – patrzę na niego. – nie czułam się jakoś źle. Czasami zakręciło mi się w głowie, gdy nie jadłam, albo zbytnio się zmęczyłam.
-Tak też myślałem. Z badań wynika, że ma pani anemię – przegląda zawzięcie papiery a na moją twarz wypływa niedowierzanie. – bardzo niski poziom żelaza.
-W Stanach jakoś nie dbałam o swoje zdrowie, ale żeby od razu anemia? – mówię zdenerwowana.
-Alkohol? Inne używki? nieregularne posiłki?
-Tak – spuszczam lekko głowę speszona.
-Pani Liliano, wypuszczę panią dziś do domu. Wraz z wypisem dostanie Pani receptę na tabletki, które podwyższą poziom żelaza w pani krwi. – kiwam głową na potwierdzenie jego słów. Po chwili lekarz zwraca się do chłopaków – a panowie dopilnują, żeby jadła regularnie, zdrowo i przede wszystkim, żeby za bardzo się nie męczyła.
-Oczywiście, już ja tego dopilnuję – ochoczo kiwa głową Bartman.
-Cieszę się. Zwolnienie z pracy na tydzień, recepty i wypis za pół godziny do odebrania w moim gabinecie – uśmiecha się i wychodzi z Sali a ja czuję na sobie karcący wzrok chłopaków.
-No dobra już dobra wiem, że źle robiłam. – patrzę na nich – będę już grzeczna. – wstaję z łóżka i przytulam się do Zbyszka.
-A my tego dopilnujemy, nie Misiek? – obejmuje mnie w pasie.
-Wiadomo. Młoda, do rodziców nie dzwoniłem, żeby ich nie denerwować. – patrzy na mnie – ale jest jeszcze jedna sprawa. Musisz zdecydować czy idziesz na policję czy nie.
-Odpuszczę. Nie będę mu robiła problemów, bo na szczęście do niczego nie doszło. A w pracy jakoś uda mi się nie mieć z nim kontaktu. – uśmiecham się nikle.
Po godzinie jesteśmy już w domu Ignaczaków. Od razu ląduję w ramionach Igły, który martwi się chyba najbardziej. Trener ponoć wie już o wszystkim i ukarał naganą swojego zawodnika. Dziś o 20 wracamy już do Jastrzębia, więc mamy jeszcze kilka godzin dla siebie. Wszyscy traktują mnie jak obłożnie chorą, więc siedzę z Sebą i Dominiką przed telewizorem i oglądamy bajki. Iwona wraz z chłopakami przygotowują obiad, którego już nie mogę się doczekać. Po chwili siadamy do ogromnego stołu w jadalni. Cały stół pokrywają różnego rodzaju naleśniki. Od tych z nutellą i owocami po szpinakowe czy serowe. Czuję się jak w siódmym niebie.
-Jesteście wspaniali. – posyłam im swój najpiękniejszy uśmiech. Zabieramy się za jedzenie. Po pysznym posiłku chłopcy idą z dzieciakami na spacer a ja zostaję z Iwonką w domu. Urządzamy sobie typowe babskie ploty i obgadujemy każdego siatkarza z reprezentacji. Jak się dowiedziałam, niedługo Zagumny ma urządzać urodziny, na których mamy się spotkać. Już się nie mogę doczekac, bo uwielbiam tego człowieka.

Chwilę po 19 pakujemy się do auta Krzyśka, który odwozi nas pod Podpromie. Wyściskana, wycałowana mogę w końcu wejść do autobusu Jastrzębskiego. Idę razem ze Zbyszkiem na sam koniec, gdzie przesypiam niemal całą drogę. Sporo po północy jesteśmy już w domu. Nie mam na nic siły. Ledwo wchodzę do domu i kieruję się do salonu, gdzie padam na kanapę. W takim stanie zastaje mnie Zbyszek, który bierze mnie na ręce i zanosi do swojej sypialni.
-To nie moje łóżko – uśmiecham się do chłopaka, ale mimo to kładę się na nim. Po chwili czuję jak ściąga ze mnie najpierw skórzaną kurtkę i buty a następnie spodnie i koszulkę. Zadowolona z takiego obrotu sprawy układam się wygodnie w łóżku i nawet nie wiem kiedy, odpływam.

Budzę się przygnieciona wielkim cielskiem Zbyszka. Po chwili i on czując moje wiercenie się otwiera oczy.
-Dzień dobry piękna – daje mi buziaka. – która godzina?
-Cześć Miśku. – biorę do ręki telefon – 11 – krzywię się lekko.
-Powinnaś już dawno coś zjeść. – szybko podnosi się z łóżka. Rzuca mi swoją koszulkę, którą zakładam. Wyglądam w niej jak w sukience, serio. Zbyszek ubiera jedynie dresowe spodnie.
-Jezu ale mi się nic nie chce – śmieję się – zanieś mnie na dół. – wystawiam do niego ręce. Po chwili siedzę już na jego plecach.
-Co Ty ze mną robisz, kobieto – Zbyszek się śmieje.
-Nic a nic kochanie – daję mu buziaka.
-Tee Bartman ktoś do ciebie – słyszymy z dołu głos Michała. Zbyszek niosąc mnie na plecach schodzi na dół, gdzie w drzwiach stoi Paulina – jego była.
-Cześć Zbysiaczku – mówi słodko a ja parskam śmiechem i wtulam się w jego plecy.
-Co chcesz Paula? Już ci ostatnio mówiłem, żebyś dała mi spokój. – patrzy na nią.
-Przyszłam Ci powiedzieć coś niesamowicie ważnego – mówi z przejęciem. – byłam już wczoraj ale nikogo nie zastałam.
-No to mów i spadaj. Nie widzisz, że jestem zajęty? – mówi oburzony a na jej twarz wypływa złośliwy uśmieszek.
-Niedługo będziesz jeszcze bardziej zajęty – mówi i staje bokiem do nas. – Będziesz miał dziecko. Jestem z tobą w ciąży.

-W czym kurwa jesteś? – wrzeszczę i spadam z pleców Zbyszka a mój tyłek dość mocno wbija się w brązowe panele. 




~*~
Dobry wieczór! wesołych świąt !
macie tu taki prezencik wielkanocny :)
nie wiem, kiedy coś następnego. 
Wydaje mi się, że najwcześniej koło połowy maja, kiedy będę już po maturach. :)
Dziękuję, za codziennie rosnącą ilość wyświetleń, Nie wierzyłam, że jeszcze ktoś tu wchodzi!!!
Jesteście wspaniali! Kocham Was ! 

A za to na górze nie odpowiadam :(

piątek, 29 stycznia 2016

X

Kolejny miesiąc mija zadziwiająco szybko. Ten weekend stoi pod nazwą wycieczka do Rzeszowa. Moi Jastrzębie zmierzą się w legendarnej Twierdzy Resovii. Niestety nie mogę jechać swoim autkiem, więc w piątek o godzinie 5 zostaję brutalnie obudzona przez mojego Bruneta. To dziwne, że przez ten miesiąc nic się między nami nie zmienilo. Może trochę bardziej się „dotarliśmy” i znamy swoje potrzeby, humorki, zwyczaje.
-Miśka, wstawaj już. Cała drużyna będzie przez ciebie czekać. – znów próbuje zedrzeć ze mnie kołdrę.
-Zostaw. – ciągnę za okrycie – Michałku weź tego brutala stąd – krzyczę tak, by brat mnie usłyszał.
-Oj Lila, Lila. – śmieje się Bartman i ściąga ze mnie kołdrę a później bierze mnie na ręce i zanosi do łazienki. Po chwili przytomnieje i zabieram się za doprowadzenie się do jakiegoś w miarę normalnego stanu. Pół godziny później wychodzę z domu z ogromnym kubkiem kawy w ręku i ciągnę małą walizkę za sobą. Kilkanaście minut później pakuję się do autobusu razem z siatkarzami. Usadawiam się na pierwszy wolnym miejscu, lecz Zbyszek, który wchodzi ostatni ciągnie mnie za sobą na sam koniec. Siadam między Michałem a Zbyszkiem, którzy jak co wyjazd zajmują ostatnie pięć siedzeń. Już po chwili ruszamy spod hali a ja zadowolona z miejsca kładę się między chłopakami układając głowę na kolanach Zbyszka. Po chwili jestem przykryta jego bluzą i mogę iść spać.
Budzę się gdy autobus nagle się zatrzymuje. Mało co nie spadam z siedzenia z czego śmieje się Michał. Po chwili również Zbyszek się budzi.
-Daleko jeszcze? – pyta mojego brata.
-Jesteśmy przed Krakowem. Zaraz ma być postój.
-Świetnie! – niemalże klaszczę – jestem mega głodna!
-Grubas – śmieje się mój brat.
-Ty już lepiej się nie odzywaj – wystawiam mu język i biorę telefon do ręki. Nie spałam długo, ale czułam się już dużo lepiej niż rano. Po chwili zatrzymujemy się na stacji benzynowej, a trener zarządza godzinną przerwę. Zadowolona łapię za swoją torebkę i gnam w kierunku budynku. Kieruję się do toalety, gdzie spędzam blisko 10 minut. Wychodząc wpadam na Malinowskiego, który obrzuca mnie jedynie srogim spojrzeniem. Nie wiem o co mu chodzi, lecz od rozpoczęcia mojej pracy w JSW chłopak dziwnie na mnie reaguje. Dodatkowo jest drugim atakującym, zaraz za moim chłopakiem. Wchodzę do pomieszczenia, gdzie znajduje się niemalże cały zespół. Dosiadam się do stolika, gdzie siedzi Zbyszek, Misiek i Rob. Bartman po chwili podstawia mi pod nos sałatkę i ciepłą herbatę.
-Dzięki Miśku – daję mu buziaka w policzek i zabieram się za jedzenie. Po niespełna pół godzienie melduję się w pokoju. Dzisiaj mamy odbyć tylko jeden, dwu godzinny trening a później mamy czas wolny w stolicy Podkarpacia. Niecałe dwie godziny później lokujemy się w Blue Diamond. Dostaję jednoosobowy pokój na piętrze przeznaczonym dla siatkarzy.
O godzinie 12 melduję się zwarta i gotowa na hali Asseco. I kogo widzę? Igiełkę we własnej osobie.
-Cześć staruszku! – krzyczę mu do ucha zachodząc go od tyłu.
-Lileńka! – odwraca się i porywa mnie w ramiona. – Oczom nie wierzę?! A Iwonka to już w ogóle nie uwierzy! Musicie dzisiaj do nas wpaść! Bez dwóch zdań! O 16 widzę Cię u siebie! Adres dobrze znasz, nie zmienił się od tych długich pięciu lat – mierzy mnie złym spojrzeniem lecz po chwili przytula mnie jak ojciec, córkę.
-Ja też nie wierzę. – uśmiecham się przez łzy. Tak bardzo mi go brakowało. – i z pewnością wpadnę do Iwonki na plotki.
-W takim razie ja już uciekam, bo nasz trening się skończył. – daje mi buziaka w policzek, co zauważa Bartman.
-Ej Krzysiu, zostaw moją ukochaną! Masz Iwonę! – wystawia mu język i mnie obejmuje.
-To wy serio jesteście razem?! Myślałem, że w internecie bzdury piszą! Jak powiem Iwonce to nie uwierzy! – czochra mnie po włosach i ucieka z hali. Za tym człowiekiem nie można nadąrzyć. Po chwili Zbyszek wraca do ćwiczeń a ja czuję wibracje w telefonie. Wyciągam iPhona z kieszeni i widzę powiadomienie. Otwieram smsa od Krzysia, który brzmi: Braciszka i Ukochanego też możesz zabrać:*. Zaczynam się śmiać sama do siebie po czym wracam do pracy. Rozciągam Miśkowi bark, który ostatnio go pobolewa. Trening mija bardzo szybko, co jest dla mnie dziwne. W hotelowym gabinecie pomagam chłopakom dojść do normalnego stanu. Kończę chwilę po 15 i idę pod prysznic w swoim pokoju. Kiedy wychodzę gotowa na moim łóżku leży Zbyszek i ogląda telewizor. Po chwili się podnosi i bierze za rękę. Razem z Michałem łapiemy taksówkę i 20 minut później wysiadamy pod domem Ignaczaków. Wchodzimy do domu i jesteśmy ogromną niespodzianką dla Iwony, która nie wiedziała nic o przybyciu chłopaków a tym bardziej moim.
-Mała Lilka tak wyrosła! Wyglądasz jak z okładki Vouga! – uśmiecha się promiennie a po chwili pojawiają się ich dwie latorośle. – Seba pamiętasz ciocię?
-Pewnie, że tak. To siostra wujka Kubiego i super laska – puszcza mi oczko na co ja wybucham śmiechem i posyłam mu buziaka.
-A ja cioci nie pamiętam, ale jesteś śliczna, jak moje Barbie – staje przede mną Dominika.
-Ależ Ty jesteś rozkoszna! – uśmiecham się i biorę pięciolatkę na ręce – ja ciebie też nie pamiętam bo jak wyjeżdżałam to cię na świecie nie było. Ale Twój tatuś wysyłał mi twoje zdjęcia. – daję jej buziaka w czółko.
-Ej Lilka, czemu wszyscy tu tylko tobą się zachwycają ? – śmieje się Michał na co Bartman tylko mu potakuje. – A o najlepszych wujkach zapomnieli. – już po chwili dzieciaki pobiegli w ich stronę a ja z Iwoną siedzę w kuchni przyrządzając szybką obiadokolację i plotkując.
Wieczór mija niesamowicie przyjemnie i szybko. O 22 jesteśmy już w hotelu a Zbyszek koniecznie chce ze mną spać. Uginam się pod jego spojrzeniem i po chwili śpimy już razem.

Godzina 14.30. Po oficjalnym przywitaniu zespołów zaczynamy niezwykle wyrównany mecz. Pierwsze dwa sety lądują na koncie Rzeszowian natomiast kolejne trzy na naszym. Chłopcy są niezwykle zadowoleni a ja cieszę się razem z nimi. Podchodzą do nas Resoviacy, którzy zawiadamiają, że dzisiaj o 20 wszyscy widzimy się w Lukrze. Uwielbiam imprezy a ta z chłopakami z pewnością będzie udana. Po meczu chłopaki mają odnowę. Po niej wszyscy przejeżdżamy do hotelu, w którym zostajemy do jutra. Szykuję się na wieczór.
Ubieram się a włosy rozpuszczam. Robię mocniejszy niż zwykle makijaż i tuż przed 20 jestem gotowa. Na nogi zakładam niebotycznie wysokiekoturny, w których nie wyglądam na taką niską przy chłopakach.
Kilka minut po 20 wchodzimy do klubu. Impreze rozkręca rzeszowski libero. Alkohol leje się strumieniami a ja już mam mocno w głowie. Nigdy nie miałam mocnej głowy a dzisiaj przesadziłam z alkoholem. Zbyszek mnie pilnuje, bo widzi, że nie jest ze mną najlepiej.
-Zibi, idę siku – mówię mu do ucha.
-Iść z tobą? – łapie mnie za rękę, gdy chcę wstać od stolika.
-Przestań, nie jestem aż taka pijana – śmieję się i daję mu mocnego buziaka. Po chwili lekko chwiejnym krokiem wchodzę do łazienek. Damska jest pusta, co jest dziwne. Załatwiam swoją potrzebę, myję dłonie i wychodzę do wąskiego korytarzyka. Po chwili czuję ramiona oplatające mnie od tyłu.
-Zibi, mówiłam Ci żebyś za mną nie szedł – śmieję się i przymykam oczy, kiedy całuje mnie po szyi. Po chwili czuję jego dłoń pod spódniczką odchylającą materiał majtek.
-Zbyszek, nie tutaj – mówię dość głośno ale on jedynie zatyka mi usta ręką. Patrzę w prawo i gdy na ramieniu nie zauważam tak dobrze znanego mi tatuażu zaczynam panikować.
-Puść mnie! – próbuję krzyczeć, ale jego dłonie coraz bardziej na mnie napierają. Odwracam się i widzę przed sobą wstrętną twarz Malinowskiego.
-Idioto, zostaw mnie!

-Zamknij się maleńka, dzisiaj będziesz moja. – niemal zdziera ze mnie spódniczkę. Pluję mu w twarz kiedy jego ręka wdziera się pod mój stanik. Po chwili zostaję uderzona przez niego w twarz i zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. 


~*~
Za to na górze nie odpowiadam. 
Pozdrawiam ! :*

sobota, 26 grudnia 2015

IX

PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM.
więcej pod rozdziałem :)


~*~
-To ja może już pójdę – szepcze Zbyszek i lekko skrępowany wychodzi. Wymienia uścisk dłoni z moim tatą, którego w przeciwieństwie do mamy nasz widok rozśmieszył. Przy okazji rzuca mi na łóżko spodenki i koszulkę, które od razu zakładam. Wstaję z łóżka i mimo niezadowolonej miny mamy wpadam w jej ramiona. Po chwili dołącza do nas tato. Tak strasznie mi ich brakowało. Usadzam ich na kanapie a sama siadam naprzeciwko nich, na fotelu. Wpatrujemy się w siebie a ja mam ochotę wybuchnąć śmiechem.
-No powiedzcie coś.
-No ja nie wiem, co o tym sądzić. – westchnęła mama – wiesz jak kiedyś skończył się twój związek z siatkarzem.
-Mamo, Zbyszek nie jest taki jak on... – lekko się uśmiechnęłam. – daj mu szansę, proszę.
-Skoro nalegasz. – poklepała mnie po dłoni – idę do Michałka. Przywiozłam mu pierożki. – uśmiechnięta wyszła z pokoju. Przeniosłam swój wzrok na tatę.
-No nie patrz tak, ja do Zbyszka nic nie mam – uśmiechnął się. – chodź idziemy na pierogi. – objął mnie i zeszliśmy na dół, gdzie przy stole w kuchni siedzili już Zbyszek i Michał pałaszujący pierogi. Co jak co, ale mama nie żałuje jedzenia nikomu. A szczególnie takim wielkim siatkarzom. I to na kilka godzin przed meczem. W południe chłopaki wraz z tatą kierują się na halę a ja z mamą i Melą szykujemy ucztę dla dzisiejszych zwycięzców. Bo innej opcji nie dopuszczamy. O godzinie 16 kierujemy się na halę i siadamy w sektorze VIP. Zarówno Zbyszek jak i Michał wychodzą w pierwszej szóstce Jastrzębskiego. Mecz jest tylko formalnością. Drużyna z Będzina zostaje pokonana w trzech setach. Po niecałych dwóch godzinach jesteśmy już w domu i siadamy do stołu. Obiad mija w przyjemnej atmosferze. Rodzice szybko się zmywają tłumacząc jutrzejszą pracą. Z lampką wina przenoszę się do swojej sypialni i siadam z laptopem na kolanach. Po chwili rozmawiam już ze znajoma z USA na facebooku. Napisała mi, że paczka z rzeczami dla chłopaków, które nie zmieściły się do moich walizek powinna dojść jutro. Jestem zadowolona, ponieważ nic dla nich nie miałam, a muszę im się jakoś odwdzięczyć za wspaniały pokój. Po chwili do pokoju wchodzi Zbyszek. Rzuca się na łóżko koło mnie. Mimo, że mecz był szybki, to widzę, że jest zmęczony. Wtula się w moje plecy i grzecznie leży.
-Idziemy spać miśku? – głaszczę go po głowie.
-Idziemy. – ściąga z siebie koszulkę i dresy. – Miśka? Mój chrześniak ma jutro urodziny. Pojedziesz ze mną do Katowic?
-No jasne, że tak Zibi. – uśmiecham się do niego – a prezent masz ?
-No właśnie jeszcze nie. – pokazuje rządek zębów. – Ale myślę, że jutro rano pojedziesz ze mną na zakupy i razem coś wybierzemy. – daje mi buziaka.
-Ehh Bartman, co ja z tobą mam – wystawiam mu język.
-Same przyjemności – porusza brwiami.
-Idź Ty już spać. – daję mu buziaka a sama idę się przebrać w koszulkę do spania. Nie mija piętnaście minut a oboje już śpimy w swoich objęciach.

-Halo? Kaśka? – słyszę nad swoim uchem. – Tak będę. Ale nie sam. Ucałuj Kaperka i widzimy się koło 16.
-Kto to był ? – mruczę wyrwana z cudownego snu.
-Kaśka, moja siostra, dzwoniła się upewnić czy będziemy. – daje mi buziaka. – A teraz wstawaj i się zbieraj. Jedziemy do galerii a później prosto do Katowic.
-Jak mam się ubrać? – jęczę mu nad uchem.
-Cokolwiek ubierzesz, będziesz wyglądała ślicznie – uśmiecha się i znika na korytarzu. Jak zwykle zostawia mnie z problemem. Otwieram szafę i przekładam wieszaki raz w jedną, raz w drugą stronę. Wybieram delikatny zestaw i idę pod prysznic. 
Po blisko godzinie jesteśmy już w sklepie z zabawkami a Zbyszek wybiera, który samochodzik będzie najbardziej odpowiedni. Ja dobrałam wielkiego pluszowego misia. Po zapłaceniu dokupiliśmy jeszcze mnóstwo słodyczy dla Kaperka i zmierzaliśmy w kierunku stolicy województwa śląskiego. Po krótkim powitaniu i złożeniu życzeń chłopcu znajdujemy się w pięknie urządzonym salonie i pijemy kawę. Po chwili wjeżdża tort w kształcie samochodu, którym Kaperek jest oczarowany. W tym momencie otwiera prezenty, którymi bardziej niż on, zachwycony jest Zbyszek. Śmieje się widząc to wielkie dziecko. Mały znajduje się już w swoim pokoju a my wraz z Kasią i jej mężem Tomkiem siedzimy w salonie.
-to co kochani, może coś mocniejszego? – Tomek wyciąga z barku butelkę dobrej Whisky a Kasia przynosi szklaneczki.
-Mała, zostaniemy na noc? – pyta mnie Zbyszek.
-Ty pij, a ja nas odwiozę do domu. – uśmiecham się i daję mu buziaka.
-Nie będziesz się bała jechać po nocy moim wielkim autem? – Uśmiecha się a przed nim stoi już szklaneczka z trunkiem.
-Dam sobie radę – posyłam mu buziaka.
Chłopaki mają już dobrze w głowie. Jest już prawie 22 a my zbieramy się do wyjścia. Dziękuję siostrze Zbyszka za świetne popołudnie. Prowadzę go do samochodu a sama siadam w fotelu kierowcy. Zbyszek przysnął a ja mogę skupić się na drodze. Jednak nie na długo bo po chwili czuję na swoim udzie jego rękę.
-Maleńka, a mogę liczyć na nagrodę za wczorajszy mecz. – uśmiecha się a oczy mu się świecą.
-Bartman, teraz? – niemal piszczę.
-No tak. Tutaj za chwilę będzie taki zjazd w las. Staniesz tam na chwilę. – Uśmiecha się a ja oczywiście mu ulegam. Po kilku minutach zatrzymuję samochód i włączam małe światełko. Bartman jak na niewyżytego erotomana przystało wciąga mnie na swoje kolana uprzednio zsuwając mi majtki. Nawet nie wiem, kiedy zsuwa swoje spodnie i bokserki a mnie sadza na sobie. Wydaję z siebie przeciągły jęk a po chwili nadajemy wspólny rytm biodrom.
-Boże Zbyszek, jestem zdecydowanie za mało asertywna. – przygryzam jego szyję zostawiając czerwony ślad. Orgazm przychodzi szybko, lecz ja potrzebuję chwili by się uspokoić. – jak tak dalej pójdzie to uzależnisz mnie od seksu. – wystawiam język i z pomocą Bartmana ubieram majtki. Przesiadam się na fotel kierowcy i po chwili włączam do ruchu. Niestety nie na długo bo widzę charakterystyczne niebieskie światełka za sobą. Zjeżdżam na pobocze i patrzę spod byka na Bartmana.
-To z pewnością przez Ciebie – mówię opuszczając szybę. – Tak? – mówię do dość starego policjanta.
-Starszy aspirant Zdzisław Nowak. Dostaliśmy zgłoszenie, że to auto stało dość długo w lesie. Przejeżdżający uznali to za podejrzane. – patrzy to na mnie to na Zbyszka.
-Wie pan, panie władzo, narzeczona dziś prowadzi i jak to kobieta, musi robić sobie co jakiś czas przerwy – uśmiecha się Bartman na co policjant wybucha śmiechem a ja fukam jak kotka.
-Taaa, narzeczony przesadził z alkoholem i co chwile muszę się zatrzymywać bo nie może wytrzymać bez sikania. – odpowiadam zgryźliwie. – coś jeszcze? Już późno a my tu tak stoimy.
-Proszę pokazać tylko dokumenty i już państwa puszczam. – odwracam się do Zbyszka a on podaje mi plik dokumentów. Kilka minut później włączamy się do ruchu a ja wielce obrażona na Zbyszka nie odzywam się do niego. On natomiast podśmiechuje się pod  nosem co jeszcze bardziej mnie irytuje. Pół godziny później jesteśmy w garażu. Mocno trzaskam drzwiami i pierwsza idę do domu nie czekając na niego. Misiek z Melą siedzą w salonie i od razu pytają mnie o to, co się stało. Zaraz za mną wchodzi Bartman i opowiada ze śmiechem naszą podróż.
-Lilka, Ty taka niewyżyta? – śmieje się mój brat.
-Wygodnie wam było? – dodaje Mela.
-Jesteście okropni – udaję oburzenie a za chwilę sama wybucham śmiechem. Bartman widząc, że się uspokoiłam przysiada się do mnie i daje buziaka.
-Siostra. Bo jakaś paczka do Ciebie dziś przyszła. – pokazuje mi ogromny pakunek za kanapą.
-No to Misiu i Zbysiu, Mikołaj was odwiedził we wrześniu. – wystawiam im język i otwieram paczkę. Po chwili podaję im całe naręcza koszulek, bluz i spodni z Hollistera, Aero i Abercrombie. Ich miny są wspaniałe. Obaj przytulają mnie i miażdżą moje małe ciałko. Rzucam im jeszcze ogromne paczki moich ulubionych słodyczy na co jeszcze bardziej się cieszą. Uwielbiam ich radość. Siedzimy z Melą i patrzymy na chłopaków, którzy co chwilę pokazują się nam w kolejnych stylizacjach a my objadamy się czekoladkami.
-Ej dziewczyny, bo się w drzwi niedługo nie zmieścicie! – śmieją się chłopaki a my z Melą patrzymy na siebie.
-Dobranoc kochani. – Bierzemy paczkę z cukierkami oraz wino i szybko biegniemy na górę. Zamykamy się w moim pokoju.
-Ej dziewczyny! Co to ma być ? – słyszę Miśka i Zbyszka pod naszymi drzwiami.
-Dzisiaj śpię z Melą, kochanie! – śmieję się głośno z przyjaciółką.

-Ale Melcia! Ale Lilcia! – słyszymy ich załamane głosiki na co tylko wybuchamy śmiechem. To co spotyka mnie teraz w Polsce, jest niesamowite. I oby tak było jak najdłużej. 


~*~
KOCHANE! BARDZO WAS PRZEPRASZAM. 
zaczęłam pisać tego bloga w złym momencie. Jestem w 3 liceum, za 2 miesiące studniówka, za 5 miesięcy matura. Przeceniłam swoje możliwości. Dzisiaj wracam do Was z rozdziałem i przez świąteczne dni postaram się dodać ich jeszcze kilka, w miarę możliwości czasowych. Nie wiem co będzie później z blogiem. zostanie usunięty lub zawieszony. może czasami będę się pojawiać z rozdziałami, ale niczego nie obiecuję. 
wiem, że to na górze nie jest wybitne, ale chciałam cokolwiek naskrobać. 
teraz uciekam na imprezę a Was zostawiam z rozdziałem.
troszkę spóźnione, ale szczere Wesołych Świąt ! :*